Pucczanin mieszkający w Szkocji odkrywa ponad 200 srebrnych monet z 14. wieku. Jarosław Musiałkowski i jego archeo sensacja | ZDJĘCIA, WIDEO

Magdalena Gębka-Scuffins
Magdalena Gębka-Scuffins
Archiwum Jarosława Musiałkowskiego
Jarosław Musiałkowski, pucczanin mieszkający od lat w Szkocji, sprawcą największej od lat archeologicznej sensacji w Wielkiej Brytanii. Amator i miłośnik historii znalazł ponad 200 srebrnych monet szkockich, irlandzkich i angielskich datowanych na początek 14 wieku. Wszystko stało się w okolicach miasteczka Roslin, w Szkocji. Tego, które w swojej powieści "Kod Leonarda da Vinci" opisał Dan Brown.

Pucczanin Jarosław Musiałkowski stał się sławny na wyspach Zjednoczonego Królestwa dzięki odkryciu historycznie cennych monet. To unikaty - srebro, którym w XIV wieku płacono w Anglii, Szkocji oraz Irlandii, o które bić się będą muzea Wielkiej Brytanii, a pochodzący z Pucka znalazca może zarobić niemałą fortunę.

Ale nie to w sensacyjnym, archeologicznym znalezisku jest najważniejsze dla pochodzącego z Pucka naszej wersji Indiany Jonesa.
- Dla mnie największą wartością tego odkrycia jest częściowe potwierdzenie moich teorii dotyczących kaplicy w Roslin i bitwy, która się tutaj odbyła - mówi Jarosław Musiałkowski. - To fascynująca historia.

Jarosław Musiałkowski: pochodzący z Pucka, podróżnik, mieszkaniec Szkocji

45-letni dziś mężczyzna większość lat 90. XX wieku spędził podróżując po całym świecie. Puck był dla niego bazą wypadową, z której ruszał, by oglądać inne kraje i przy tej okazji poznawać obce kultury.

Już wtedy było jasne, że w rodzinnym miasteczku nad Zatoką Pucką raczej nie zapuści korzeni.

O ile pozwolą na to polityczne realia.
- Tak wówczas myślałem: gdybym kiedykolwiek mógł wybierać i miałbym osiedlić się poza Polską, byłaby to Irlandia lub Szkocja - mówi eks pucczanin. - Dlaczego? Ze względu na kulturę, mentalność i życzliwość mieszkańców tych krajów.

Okazja do przeprowadzki nadarzyła się natychmiast po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Jarek wiedział, że to jest właśnie jego czas i genialna okazja do realizacji marzeń. Spakował się, pożegnał Puck, rodzinę i wyjechał do Szkocji, w okolice Edynburga.

Drzemiący w nim duch podróżnika odezwał się około roku 2014. To wtedy Jarek Musiałkowski z rodziną przeprowadził się do malowniczej miejscowości nieopodal Roslin w Szkocji. To miasteczko stało się słynne m.in. dzięki kaplicy - którą w swojej sensacyjnej opowieści (Kod Leonarda da Vinci) umieścił Dan Brown. To tu miał się skrywać skarb templariuszy, Święty Graal...

Dla Szkotów to ważne miejsce z innego powodu. 24 lutego 1303 roku starli się tu szkoccy powstańcy i angielskie wojsko. Bitwa pod Roslin była jedną z potyczek pierwszej wojny o niepodległość Szkocji - wzięło w niej udział ok. 30 tysięcy żołnierzy z armii angielskiej i ok. 8 tysięcy Szkotów.

To ważne, bo właśnie z tamtą bitwą związane jest odkrycie, dzięki któremu Polak stał się znany w całej Wielkiej Brytanii.

Bitwa o Roslin, spacery na nudę i odkrycie pucczanina

Jak wygląda Roslin z perspektywy mieszkańca tej części Szkocji? To naprawdę malownicza część Wysp. Okolice porośnięte są lasami, górzysty teren przecinają liczne rzeki i doliny. Aż kusiło, by nie siedzieć w domu, tylko zwiedzać okolice. Skutecznie!

Jarek postanowił więc na piechotę zwiedzać sąsiedztwo.
- Aby krajoznawcze wyprawy nie były nudne, zaopatrzyłem się w wykrywacz metali - relacjonuje Musiałkowski i z humorem tłumaczy: - To miało być takie moje urozmaicenie czasu spędzonego w terenie.

Przez około rok szkockich spacerów pucczanin odkrył sporo metalowych rzeczy. Minus taki, że w większości były to śmieci. Sfrustrowany marnotrawstwem czasu spędzanym na "sprzątaniu" postanowił zagłębić się w historię Roslin i jego okolic.

Jarosław historią interesował się zawsze. Do dzisiaj jest wdzięczny swoim nauczycielom z puckich szkół za zaszczepienie w nim bakcyla:

- Podziękowania należą się moim nauczycielom historii, bez których moje odkrycie pewnie nie miałoby miejsca. Natomiast czuję osobisty żal do polskich polityków, którzy takie odkrycia uniemożliwiają poprzez ustawy.

- mówi w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim.

Gdy Jarek Musiałkowski zagłębił się szczegółowo w wydarzenia historyczne związane z Roslin, wysnuł swoją teorię, co do rzekomo ukrytego tu skarbu i miejsca, w którym może się skrywać.

Przypomnijmy: miasteczko Roslin w Szkocji świat poznał za sprawą książki Dana Browna a tłumy turystów ściągają tu też dzięki ekranizacji powieści, w której główną rolę zagrał Tom Hanks. Jarek zaczął wertować źródła i tak zagłębiał się w kulisy wydarzeń, które działy się przed kilkuset laty na otaczających go terenach.

Nie stronił też od legend - związanych z wizytą templariuszy w Szkocji, kaplicą w Roslin czy kielichem Chrystusa - w których również mogła ukrywać się cząstka prawdziwych zdarzeń. To właśnie te wątki w wielu głowach skutecznie zakorzenił Dan Brown i znany z kinowych ekranów Kod da Vinci.
- Według mnie templariusze i Roslin są powiązane historycznie - mówi Musiałkowski. - Ale praktycznie każdy, komu opowiadam o swoich przemyśleniach określa tę część mojej teorii, jako wymysły marzyciela.

Wiedza historyczna to jedno, wykrywacz metali to drugie. Ale by wyjść w teren, przede wszystkim potrzebne jest pozwolenie na poszukiwania. Tych udzielić muszą właściciele ziem, na których w XIV wieku odbył się krwawe starcie Szkotów i Anglików. Jak się jednak okazało, to była najłatwiejsza część archeologicznego przedsięwzięcia.

Dla Szkotów poszukiwania Jarka nie były problemem. Większość z nich pewnie nie wierzyła, że uda mu się cokolwiek znaleźć. Tym bardziej coś naprawdę cennego - historycznie i finansowo.
- Gdy rozmawiałem z nimi, prosząc o zgodę, zapewniałem, że jeśli dokonam odkrycia, to podzielę się wartością znaleźnego pół na pół, ale oni się tylko uśmiechali mówiąc: "spoko, możesz zatrzymać całe 100%" - opowiada nam pucki odkrywca.

Mając komplet zgód, Jarek Musiałkowski wrócił do książek. Wyrył w głowie szczegóły wydarzeń historycznych w okolicach Roslin i zaczął spacerować z wykrywaczem metali. Ale tym razem doskonale wiedział, czego szuka i gdzie ma prowadzić badania.
- Bitwa w Roslin odbyła się w lutym 1303 - opowiada nam Jarosław Musiałkowski. - Moim marzeniem było znaleźć monetę pochodzącą z tamtego okresu, z XIV wieku. Bo wcześniej zdarzało mi się znaleźć monetę z XVII czy XVIII wieku, ale to nie było to...

Oprócz monet podczas szkockich wypraw z wykrywaczem metali odnalazł wiele innych cennych rzeczy. M.in. włócznię z brązu datowaną na 1500-2000 lat p.n.e.!

Święty Graal i żołd dla uczestników Bitwy o Roslin

Jarek Musiałkowski opracował swoją teorię o systemie wypłat żołdu dla ówczesnych żołnierzy. Większość historycznych źródeł nie wspomina o szczegółach finansowania profesjonalnych wojowników. Jak przypomina Misiałkowski, wówczas przyjęte było, że armia zapłatę dostawała dopiero po powrocie z bitwy. W ten sposób "pracodawca" oszczędzał na wypłacie dla tych, którzy z wojny nie wracali.

Według pucczanina mogło być nieco inaczej:
- Moim zdaniem byli to zawodowi żołnierze, którzy przecież nie byli głupi i przed wymarszem na bitwę, chcieliby otrzymać choć połowę wypłaty - przekonuje Polak. - W ten sposób fundusze zostawiali swoim rodzinom na opłacenie ich codziennego życia.

To właśnie dlatego ówczesny system wypłat - wedle przypuszczeń naszego rodaka - miał być inny: zaciężni dostawali dzienne wypłaty.

Zatem tysiące maszerujących żołnierzy musiały nieść ze sobą sporą ilość gotówki. Siłą rzeczy część została przytargana własnie w okolice pola Bitwy o Roslin - tak wynika z przemyśleń Jarosława Musiałkowskiego.
- Gdy spacerowałem po okolicach z wykrywaczem metalu, wyobrażałem sobie, co bym zrobił, jak się zachował, gdzie rozbił obóz, gdybym był jednym z tamtych żołnierzy - wylicza.

Przez lata okolica mogła się mocno zmienić - przybyły drogi, budowle, inne zniknęły, podobnie jak np. część drzew. Ale diametralnie nie zmienił się krajobraz: wzgórza i doliny.

Szkocja: odkrycie życia pucczanina i Międzynarodowy Dzień Szczęścia

Wyjątkowy finał jego terenowych badań i książkowych studiów wydarzył się 20 marca 2019. To właśnie ten dzień - z dużym wyprzedzeniem - na wspólną wyprawę w teren wybrali bliscy Jarka: brat Marcin oraz bratanek Kacper. Jednak pogoda była podła, więc odkrywca rodem z Pucka dopuszczał do siebie myśl, żeby termin przełożyć. Krewni jednak skutecznie wybili to jemu z głowy.

Na szczęście...
- W tę środę bardzo źle się czułem i wcale nie chciałem nigdzie wychodzić, ale skoro umówiłem się już z bratem, to cóż, poszedłem na spacer. Choć bez specjalnego entuzjazmu... - opowiada Jarek Musiałkowski z Pucka. - Był to bardzo specyficzny dzień, bo akurat wypadło przesilenie zimowo-wiosenne, ale okazało się też, że mamy Międzynarodowy Dzień Szczęścia, o czym poinformowała mnie babcia, która właśnie zadzwoniła, by mi go życzyć.

Wędrówka po szkockich wzgórzach trwała do momentu, gdy wzrok Jarka - rozglądającego się po okolicy i cały czas snującego przypuszczenia gdzie i jak mogły wędrować wojska w 1303 roku, co mogli robić wówczas żołnierze - padł na jedno ze wzgórz.
- To dobre miejsce na rozbicie obozu - przekonywał sam siebie odkrywca, który poszedł za głosem serca, wspiął się na szczyt i rozpoczął kluczową, jak się później okazało, eksplorację.

Charakterystyczny dźwięk wykrywacza wiszącego nad korzeniami wiekowego drzewa postawił na nogi trzyosobową ekipę Musiałkowskich. Chwilę później Jarosław, w towarzystwie Marcina i Kacpra, odkopał ponad 200 srebrnych monet z 14 wieku.

wideo: Jarosław Musiałkowski

Odkrywcy nie wydobyli wszystkich zabytkowych monet sami. Do Roslin wezwali szkockich archeologów, którzy znalezisko skrupulatnie zabezpieczyli, oczyścili i opisali. Oprócz monet znaleziono w tamtym miejscu też przedmioty użytku codziennego z 14 wieku.

Obecnie srebrne znalezisko czeka na precyzyjną wycenę wartości.

Ta na pewno nie będzie niska - bo monety zachowały się w bardzo dobrym stanie.
- Jest kilka możliwości tego, co się z nimi stanie - mówi Jarosław Musiałkowski. - Może zatrzymać je dla siebie np. królowa brytyjska. Jednak myślę, że najbardziej prawdopodobną jest taka: monety zostaną wycenione i wystawione na aukcję dla muzeów.

O jakiej kwocie możemy mówić? Póki co, to tylko szacunki, ale 200 srebrnych krążków z XIV wieku może dziś przynieść znalazcy ok. 10 tysięcy funtów (czyli ok. 45 tysięcy zł). To tzw. wartość startowa, bo muzealnicy mogą ją podbijać...
- Wydaje mi się, że muzeum w Edynburgu może być nimi bardzo zainteresowane - ocenia Musiałkowski.

Kiedy już uda się sprzedać monety z Roslin, pieniądze powędrują do Jarosława Musiałkowskiego, który chciałby zainwestować w lepszy sprzęt. Taki, który pozwoli mu na dalsze poszukiwania pod kątem sprawdzania jego teorii.

Jednak nie wiadomo precyzyjnie, kiedy to nastąpi.
- Jeśli są ludzie, którzy pragną finansowo wesprzeć koszty zakupu bardziej zaawansowanego sprzętu, bez którego nie jest łatwo, to z góry dziękuję za każdą wpłatę na moje konto: https://www.paypal.me/nsgnt - mówi Jarosław Musiałkowski.

Szczęście odkrywcy? Przepowiednia wróżki?

Jak się okazuje, szczęśliwy znalazca srebrnych monet w Szkocji i innych historycznie istotnych rzeczy był skazany na swoje odkrycie, które w 2019 roku poruszyło całą archeologiczną Wielką Brytanię. I choć brzmi to lekko kosmicznie, to cała historia ma swój początek dekadę temu.

10 lat temu jego obecną partnerkę życiową do wróżki zaciągnęła koleżanka. Jak się okazało kabalarka w swoich wizjach zobaczyła także Jarosława Musiałkowskiego - miał dokonać odkrycia swojego życia. To miało mieć związek z czymś metalowym. Wszystko to miało się wydarzyć zanim mężczyzna pochodzący z odległego Pucka będzie świętował swoje 45 urodziny.

Brzmiało z jednej strony niedorzecznie, z drugiej naprawdę fantastycznie ale nade wszystko budziło sporo nadziei. Jarek Musiałkowski przepowiednię wróżbitki jednak szybko włożył między bajki i poświęcił się poszukiwaniom. Tak nadszedł pamiętny marzec 2019.

Gdy rozmawiamy z Jarkiem - pod koniec sierpnia 2019 - pucczanin uśmiecha się na wspomnienie tamtej szkockiej wieszczby.
- Gdy dziś myślę o tamtej przepowiedni, powiem tylko tyle: za kilka dni obchodzę 45 urodziny - mówi Jarosław Musiałkowski.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
3 września, 10:09, Agi:

Gratuluję uporu!!! Gratuluję znaleziska!!!Życzę dalszych sukcesów!!

Uprzejmie dziekujemy.

G
Gość
4 września, 13:29, Bystry:

Ma gość tupet.. Może jakas ogolnokrajowa akcja pomocy detektorystom..? Są tacy którzy mają gorszy sprzęt. On nie nakezy do tych najbardziej potrzebujących.. Po za tym w niedługim czasie otrzyma nagrodę i to nie 10 tys jak pisze tylko prawdopodobnie pomiędzy 100 tys a 1 milion.. Wspomagajcie biednego.. Haha.. Gratulacje za znalezisko ale postawa godna pożałowania

100tys ? okolo 150ooo ale to dla Polakow w Angli ktorzy odnalezli monety z2 dni po nas, z mala roznica Srebrnych ponad dwa razy wiecej (okolo 550) i 12 zlotych ( o wartosci 10ooo sztuka) :) Bystry to ty jestes ale z matematyki nie za bardzo. A sprzet typu georadar ktorego wartosc jest nie niska. Szukamy zoldu ktorego z detektorem sie nie znajdzie a kopac na chybil trafil zostawiamy dla gornikow i kretow.

B
Bystry
Ma gość tupet.. Może jakas ogolnokrajowa akcja pomocy detektorystom..? Są tacy którzy mają gorszy sprzęt. On nie nakezy do tych najbardziej potrzebujących.. Po za tym w niedługim czasie otrzyma nagrodę i to nie 10 tys jak pisze tylko prawdopodobnie pomiędzy 100 tys a 1 milion.. Wspomagajcie biednego.. Haha.. Gratulacje za znalezisko ale postawa godna pożałowania
A
Agi
Gratuluję uporu!!! Gratuluję znaleziska!!!Życzę dalszych sukcesów!!
Dodaj ogłoszenie